Opowieści Nieogarniętej

Ostatnio mam w głowie nieustanny mętlik. Nie wiem nawet jak precyzyjniej to nazwać. Kryzys? Może. Częściej niż ostatnio zastanawiam się co w moim życiu poszło nie tak, co spowodowało, że jestem tu gdzie dziś jestem. Zmęczona, w pracy, której nie znoszę. I wiem, że też mnie tam nie lubią. Jeszcze niedawno wszystko układało się naprawdę super ( mówimy o życiu zawodowym). Ale jak to mówią rdzenni mieszkańcy Jukejowa – myślałam, że trawa jest zieleńsza gdzie indziej. No niestety nie jest, a do tego nie brakuje na niej dołków i kup, które niezbyt przyjemnie pachną. Kiedy wydawało mi się, że wychodzę na prostą, że będzie mnie w końcu stać na wymarzoną naprawę uzębienia i może nawet na jakieś wakacje….ułuda zieleńszej trawy i wrodzona zbyt duża doza zaufania do ludzi sprawiła, że delikatnie mówiąc, hollywodzki uśmiech pozostanie dalej w strefie marzeń, a na wakacje to pojadę co najwyżej palcem po mapie. Jednym słowem, nie jestem ostatnio szczęśliwa. Nie wychodzą mi diety i zarabianie pieniędzy. Czuje się jak jakiś ostatni luzer. I niech będzie, że się użalam i jęczę…trudno. Muszę to w końcu z siebie wyrzucić. Uczucie to potęguje się i przybiera na sile, kiedy odwiedzam moje koleżanki. Nie czuje zazdrości, a jedynie frustrację, że ja nie umiem w takim stopniu jak inni ogarnąć swojej życiowej kuwety. Mieszkam w wynajętym domu, jeżdżę autem na kredyt , a jak podwyżki będą szybowały w górę w takim stopniu jak teraz, to niedługo będę zmuszona zamieszkać w namiocie. Zastanawiam się, czy ja mam może jakiś defekt mózgu, który blokuje mój rozwój i za każdym razem, kiedy robię 3 kroki do przodu, ten zmusza mnie do zrobienia conajmniej pięciu w tył? Najbardziej wkurwia mnie to, że wydawałam w ciul kasy i straciłam mnóstwo czasu na szkolenia jak to zmienić swoje myślenie, aby być w końcu bogatym i mieć zajebiste życie. I co? I kurwa nic. Pamiętam, kiedy tak na oko z 10 lat temu dałam sobie sama dedlajn do ogarnięcia mojej wcześniej wspomnianej, życiowej kuwety (swoją drogą to nie bardzo rozumiem dlaczego ktoś to w taki sposób nazwał). Finansowo-zawodowej oraz rodzinno-związkowej. Miało to nastąpić po osiągnięciu magicznego wieku trzydziestu pięciu lat. Z tamtej perspektywy wydawało mi się, że to już prawie geriatria oraz, że osiągnięcie tego wieku, powinno być gwarantem nabycia mądrości życiowej, stabilności emocjonalnej, a przede wszystkim do jasnej cholery, zawodowej i finansowej! O związkach nie wspominając. Marzyłam wtedy sobie o tej oszałamiającej karierze, którą na pewno uda mi się osiągnąć przecież i o tych wielkich pieniądzach, które przy okazji zarobię. W szkole byłam przecież kujonem, czyż to nie powinno być gwarancją sukcesy w życiu zawodowym? Szybko okazało się, że tak niestety nie jest i świat nie zapomina i nie wybacza życiowych potknięć. Choćby oceny dopuszczającej z fizyki, przez którą zaraz po maturze nie chcieli mnie przyjąć do wykładania towaru w intermarche. Serio! Babka kazała przynieść mi świadectwo maturalne i po zapoznaniu się z ocenami postanowiła mnie upokorzyć przy kilku innych osobach, mówiąc, ze nie może mnie przyjąć ze względu na tą słabą ocenę z fizyki. Olać maturę zdaną na 5.0, szóstki z innych przedmiotów. Widocznie nie byłam dość dobra aby wykonywać elitarny zawód wykładacza towaru na półki w tym ekskluzywnym sklepie. Potem miałam różne jeszcze przygody i perypetie. Pracowałam na kasie w markecie budowlanym i znałam na pamięć wszystkie rodzaje płyt kartonowo gipsowych, śróbek i wierteł oraz znałam do nich kody. Pracowałam też w fabryce, do której aby dojechać, musiałam iść na przystanek o 5 rano. Zawsze pragnęłam pracować w banku. Jako mała pięcioletnia koza, poszłam z babcią do placówki bankowej i z uwielbieniem wpatrywałam się w Panią, która obsługiwała babcię i stukała coś na klawiaturze długimi czerwonymi paznokciami. Widok ten został ze mną na lata. I tak dwadzieścia parę lat później, spełniłam swoje marzenie. Ale szybko okazało się, że praca w banku bardziej niż na uśmiechaniu się do każdego, polega na brutalnym prawie przetrwania, którym jest Plan Sprzedażowy. Jest to rzecz, której osiągniecie nie jest w zasięgu normalnego śmiertelnika. Rzecz, która nie pozwala w nocy spać, a w dzień karze Ci wciskać kit biednym ludziom. Do dziś ciepło wspominam koleżankę, która odeszła z pracy ze względów religijnych. Na koniec powiedziała mi, żebym też się zwolniła, bo pójdę do piekła. Do dziś nie wiem kto był większym frajerem, ja, która mówiąc „językiem korzyści” i używając technik sprzedażowych, wpływałam na psychikę tych biednych ludzi, wzbudzając ich „potrzeby” i nakłaniając do wzięcia możliwe najwyższego kredytu, czy Klienci, którzy ulegając chwili, wiązali się z kredytem na lata. Ja działając w strachu przed otrzymaniem kolejnej gołej pensji, która ledwo wystarczała na rachunki, oraz ze strachu przed opierdolem od szefowej, która miała tylko jedną odpowiedź: „jak to się kurwa nie da, wszystko się da”, kiedy mówiłam, że pani emerytce Kowalskiej nie można już wcisnąć więcej kredytów. Zresztą ona dla zdobycia planu wciskała kredyty nawet swojej najbliższej rodzinie. Bez wątpienia największym wygranym był BANK. To on czerpał profity z naszego obustronnego frajerstwa. Grube miliony monet na przestrzeni tych wszystkich lat. Myślałam tak sobie o tym wszystkim każdego wieczora, prasując białe koszule z lumpeksu i wzbierało we mnie oburzenie. Białe koszule to był wymóg banku, niestety przy milionowych dochodach, nie było ich stać na zbędny wydatek w postaci uniformu dla pracowników, toteż stałam się prawdziwym lumpeksowym szperaczem i łowcą białych koszul. Raz pozwoliłam sobie na małe szaleństwo i zakupiłam w galerii piękną śnieżnobiałą koszule, w której parę dni później wypaliłam żelazkiem dziurę wielkości głowy. Nie muszę chyba wspominać, że nosiłam ją jeszcze przez parę miesięcy pod żakietem. Zawsze bałam się, że nastąpi jakaś sytaucja, że będę musiała ten żakiet ściągnąć (pożar, omdlenie albo co innego)i nastąpi wtedy mój wizerunkowy koniec świata. Były też i zabawne sytuacje, nie zapomnę nigdy starszego pana, który przyszedł złożyć reklamację, że karta mu nie działa, a przyczyną tego było, że wyrył sobie na niej długopisem numer PIN. Albo jak pracowałam z laską, która zmieniała koszule i rajstopy raz na tydzień, co doprowadzało mnie do mdłości. Albo jak ludzie przychodzili do mnie się zwierzać i prosić o jakieś życiowe porady. Miałam też kilku panów wielbicieli, którzy często przynosili mi jakieś prezenty w postaci ziemniaków z pola, albo kupowali słodycze i kawę. Klientem naszego Banku był też szeroko znany w mieście właściciel agencji towarzyskiej i któregoś razu dostałyśmy z koleżanką staniki w prezencie. Pan trafił nawet bez pudła z rozmiarem. Pamiętam też, jak przyjeżdżała do nas co miesiąc wpłacić ratę pewna staruszka z prawdziwej wsi. Miała oborę ze świniami i krowami i zapach jaki od niej się ulatniał, nasuwał na myśl, że sama tam mieszka albo przynajmniej trzyma tam ubrania. Miałyśmy dyżury z koleżanką i obsługiwałyśmy ją na zmianę. Gotówkę od niej, zawsze bardzo wilgotną i nie przywołującą zapachem niczego miłego, trzymałam na „specjalną okazję”z dolnej szufladzie sejfu. Mianowicie wypłacałam ją najbardziej niemiłym, aroganckim i nieuprzejmym klientom, z satysfakcją patrząc jak oblizują palce przy jej liczeniu. No cóż, może jak powiedziała na odchodnym moja koleżanka, pójdę za to wszystko do piekła.

Mój „dedlajn” dawno minął. 35 urodziny miałam parę lat temu. Mam poczucie, że nic z tego co planowałam, nie zostało osiągnięte. Dobra, mówię biegle w 3 językach i nawet ostatnio mój szef zabrał mnie do Londynu jako osobistego tłumacza. Ale mam poczucie, że coś poszło nie tak. Pokazuje to też moje konto bankowe. Było dobrze, a teraz jest do dupy. Czy to taka sinusoida i teraz jestem na dole, by zaraz odbić się w górę? Olać to i udawać, że jest dobrze? Czy zasypiać z bólem żołądka, myśląc o niezapłaconych rachunkach? Myślałam, że w moim obecnym wieku ludzie mają już dawno pozakładane rodziny i ustabilizowaną sytuacje finansowa. Nie szukają 5 pracy z rzędu w przeciągu 2 lat. Zamiast siedzieć w miejscu, gdzie było mi dobrze, szukałam „zieleńszej trawy”. I zostałam frajerem. Kuweta dalej nie ogarnięta.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *