Opowieści Nieogarniętej

Czuje się ostatnio jak bohater kreskówki z lat 90-tych. Taki, któremu w chwili głębokiej życiowej rozkminy, siada na jednym ramieniu anioł, a po przeciwnej stronie diabeł. Pamiętacie te scenki? Wyobraź sobie przez chwilę, że ten jeden szepcze Ci do ucha: „Weź ty się do cholery ogarnij! Pokonaj swoją introwertyczną naturę. Wyjdź do ludzi, do pubu jakiegoś, tudzież rusz dupę i idź na siłownię. (Z akcentem na „idź” a nie „zapisz się”, bo to ogromna różnica jak się okazuje). Nie szukaj wymówek, gdy znajomi próbują Cię wyciągnąć z chaty w sobotni wieczór. A nóż, widelec, nawinie się jakiś fajny koleś i już nigdy nie będziesz musiała instalować Tindera. Nie spuszczaj nerwowo wzroku, jak ktoś ewidentnie uśmiecha się do Ciebie na ulicy, albo w supermarkecie, kiedy wybierasz płyn do płukania. Wiesz dobrze, że Tindery i inne takie to strata czasu jest. Będziesz jak ten debil przesuwać w prawo i w lewo, jakbyś szukała majtek w promocji na ebay. Ten za niski, ten za gruby, ten za daleko, a szkoda, bo taki fajny. Potem spędzisz godziny na pisaniu o tym samym, czyli gdzie pracujesz, tłumacząc, że tak tylko chwilowo przez 13 godzin dziennie tłumaczysz ludziom, jak se grzebać patykiem w nosie i gardle, wcześniej przed przyjazdem do UK to miałaś prawdziwą karierę. Boisz się, że od razu typ zaszufladkuje Cię i wsadzi do wora tych mało ambitnych. A jak już przebrniecie przez etap tygodniowego pisania o pogodzie i zwierzania się ze swoich planów na wieczór,( przy czym pamiętaj, że będziesz musiała ostro giąć prawdę, nie chcesz przecież wyjść na nudziarę, która po 13 godzinnej zmianie ma siłę tylko na szybki prysznic i przygotowanie żarcia na kolejny dzień) nadejdzie dzień randki, z której rzadko niestety wrócisz z przysłowiowym bananem na twarzy. Lepiej przeznaczyć ten czas na bardziej pożyteczne rzeczy. Także pierdol to kobieto i nie idź tą drogą!”

A z drugiej strony, jakiś głos piekielny mówi, że przecież zegar już tyka nieubłagalnie, peselu kobieto nie oszukasz! Przecież tyle kobiet na fejsbukach chwali się, że właśnie na Tinderze i innych takich znalazły mężczyznę marzeń, a za miesiąc już ślub. Że, no gdzie jak nie tam poznasz chłopa. Jakoś przez tyle lat Twojego życia, nie udało Ci się poznać nikogo z kim „kliknęło” w realu ( ani w Tesco…). No może parę razy kliknęło ale nie na długo. Dobrze żarło, szybko zdechło. To takie normalne przecież…ludzie się tak poznają teraz. Mamy 21 wiek. Pomyśl tylko, jaka to wygoda. Nie musisz ruszać tyłka z kanapy, siadasz wygodnie z kawą i działasz”

Ta siła nieczysta przekonuje Cię kolejny raz, że to dobry wybór. Wizja jest kusząca. „A może tym razem się uda”. I dzieje się. Instalujesz wiadomą aplikację, wybierasz najlepsze zdjęcia swoje i do boju…

Szybko przekonujesz się, że w Twojej okolicy jest jakiś niedobór płci męskiej stanu wolnego. Wszyscy Ci „fajni”, mieszkają dziwnym trafem jakoś tak daleko. A Ty nie chcesz przecież znowu bawić się w związki na odległość. Ta wieczna niepewność, czy w sobotni wieczór, kiedy nie możecie się spotkać, on ogląda Netflixa, jak obiecał, czy cycki innej. Zwłaszcza jak nie odpisuje dłużej niż 3 godziny. Dobrze wiesz, że to nie na Twoje nerwy i postanawiasz nie ryzykować. Wolisz tak lokalnie jednak. Chciałabyś przecież pójść z kimś na zakupy do Lidla czy na spacer w dzień powszedni. Nie lubisz za kimś tęsknić permanentnie. To zaburza i tak już Twój mocno nadszarpnięty system nerwowy.

A jednak! Parę lokalsów się znajduje. Nie zamierzasz jakoś specjalnie wybrzydzać tym razem. Nie każdy musi być przystojnym, nie za chudym brodaczem o wzroście powyżej 180cm. Dajesz szansę tym, którzy pozbawieni tych cech, ładnie i miło się uśmiechają i z oczu jakoś im dobrze patrzy. Nie zapominasz też spisać na straty tych, których po wymianie kilku pierwszych zdań, kwalifikujesz do grona do grona szukających jedynie urozmaicenia życia seksualnego. Masz wprawę w rozpoznawaniu takich typów przecież. I wtedy spotykasz tą specjalną grupę – Weteranów Tindera. Rozpoznasz ich bardzo łatwo. Byli tu za każdym razem, kiedy na nowo zakładałaś profil…Jedyna różnica jest taka, że dodali nowe zdjęcia. Ba! Niektórzy są tak bezczelni, że nie pamiętają odbytej z Tobą prawie dwa lata temu randki i piszą, jakby nigdy nic. „Serio, kurwa?!” Myślisz zdegustowana. Pisze do Ciebie typ, który nieźle rokuje na pierwszy rzut oka. Przystojny, miły. Ale mający ewidentnie wczesnego Alzheimera. Nie pamięta bowiem jak właśnie dwa lata temu umówił się z Tobą w barze, a 10 minut przed spotkaniem napisał Ci, że on nie będzie mógł długo zostać…bo jest głodny i musi wracać szybko do domu. Bierzesz to jako żart, ale niestety odkrywasz, że jednak kurde typ nie żartuje. Po 40 minutach oświadcza Ci, że on wychodzi…bo jest głodny. To nic, że siedzicie w barze, gdzie można przecież zamówić coś do jedzenia. Następnego dnia rano, budzi Cię dźwięk dostarczonej wiadomości. Prawie spadasz z łóżka kiedy okazuje się, że ten głodny biedak postanowił wysłać Ci zdjęcie swoich genitaliów. W całej okazałości. Pyta też, czy nie byłabyś chętna podziwiać ich osobiście dziś o godzinie 13. Wpadasz na chytry plan. Udajesz jak najbardziej zainteresowaną, natomiast tuż po umówionej godzinie, kiedy on zapewne raduje się na myśl o tym jakże romantycznym spotkaniu, wysyłasz mu w wiadomości środkowego palca i szybko blokujesz jego numer. Chyba nie bardzo jednak chłopaczyna się tym przejął, skoro po prawie 2 latach znów do Ciebie pisze na wiadomym portalu, jakby pierwszy raz w życiu widział Twoją facjatę. A przecież co jak co, ale wyróżniasz się lekko. Kolorem włosów na przykład. To niemożliwe przecież, że cierpi na tak poważne problemy z pamięcią.

Zasmuca Cię jedna niewygodna myśl….a co, jeśli stali bywalcy Tindera widząc, że kolejny raz założyłaś profil, myślą sobie : „O! znowu ona. Ta to musi być prawdziwą weteranką!” Czyli postrzegają Ciebie tak samo, jak Ty patrzysz na nich. „Znowu jej chyba nie pykło, skoro znów się widzimy tutaj”. Zakładasz się, że tak właśnie reagują. Odruchem bezwarunkowym więc, przesuwasz delikwenta w lewo, gdzie trafia w czeluści odrzuconych.

Załóżmy jednak, że wszystko idzie pomyślnie. On nie jest potencjalnym weteranem, nie wie ile razy Ty zakładałaś i kasowałaś profil. Oboje lubicie swoje zdjęcia, fajnie się nawet pisze, macie sporo wspólnych tematów. Obydwoje decydujecie, że chcecie się spotkać. Pan mieszka jakieś 45 drogi od Ciebie, ale nie zraża Cię to jakoś. Co prawda trochę daleko, ale może trzeba dać szansę, skoro wszystko wydaje się być w porządku. Jesteś pod wrażeniem jego zaangażowania, kiedy przez jeden dzień nie pisze na whatsapp, ale znajdujesz wiadomość od niego na messengerze w folderze „inne”, gdzie tłumaczy, że musiał zresetować telefon i niestety nie zapisał Twojego numeru i prosi o ponowne jego podanie, z nadzieją, że nie jesteś zła na to, iż milczał, i wyraża nadzieję, że nadal masz zamiar się spotkać. „Nooo kurwa, wysilił się! Poświęcił kilka minut swojego życia, aby znaleźć Cię na fejsie”. Nadchodzi dzień waszego spotkania. Umawiacie się w Twojej miejscowości w pewnym klimatycznym pubie nad rzeką o 20:30. Powinno pójść gładko. Wredna intuicja postanowiła tego dnia olać sprawę i się nie ujawniać. O 20:15 twój randkowicz pisze, że jest już na miejscu i czeka. Ty właśnie wychodzisz z domu. Nic nie zapowiada nadchodzącej porażki. Odwalona w najnowszą kieckę z kolekcji Prajmaniego, spokojnie jedziesz sobie w umówione miejsce. Pech chce, że po drodze zatrzymują Cię roboty drogowe, o których google maps jakoś zapomniało wspomnieć. Jedne, potem drugie. Docierasz na miejsce spóźniona o całe 7 minut. Wysyłasz grzecznie wiadomość, że przepraszasz za spóźnienie i już jesteś. On jednak nie odpisuje. Dzwonisz, nie odbiera. I tak kilka razy nie odbiera. Robi Ci się słabo, a ludzie się dziwnie gapią. Nie wiesz co myśleć. No bo, że jak? Przez tydzień się umawia, a tu nagle dupa. Nie ma go. Po pół godzinie i wykonaniu 20 połączeń bez odbioru, poddajesz się. Zdezorientowana postanawiasz wrócić na chatę. Po dotarciu na miejsce, odkrywasz, że gość zablokował Cię we wszystkich możliwych miejscach. Na whatsapp, fejsbuku, messengerze. Ba! Zablokował Twój numer telefonu nawet! Kurwa…co jest? Kontaktujesz się ze swoją przyjaciółką, która uspokaja Cię, że to dupek był jakiś. Że nie warto się przejmować w ogóle. Ale! W Twojej głowie rodzą się teorie spiskowe. Ta numer jeden głosi, że typ czekał w aucie na parkingu i obserwował sytuację. Może po tym jak podjechałaś swoją 15 letnią Toyotą z workiem zamiast szyby, którą to musiałaś rozwalić kiedy zatrzasnęłaś kluczyki w środku, i po tym jak zobaczył, że nie dorównujesz figurą modelkom z wybiegów, postanowił elegancko spierdolić. Uznał bowiem, że nie warta jesteś, ze względu na powyższe, poświecenia Ci godziny swojego czasu i 5 funtów na kawę. Teoria numer dwa głosi, że typ należy do tych bardzo punktualnych. Nienawidzi spóźnień. „No ale kurde człowieku! Siedem minut to nie dramat. Wiedziałeś, że jestem w drodze. Jak już jechałeś te 40 minut ponad, to mogłeś przeboleć i wybaczyć małe, niefortunne spóźnienie.” Myślisz wściekła. Mógł wykazać jakiś odruch człowieczeństwa i napisać, że się wkurwił Twoim bezczelnym siedmiominutowym spóźnieniem. Teoria numer trzy: Typ nigdy się tam nie pojawił. Może on jest jednym z weteranów Tindera, albo wręcz przeciwnie, kiedyś to on sam spotkał jakąś wredną weterankę, która go wystawiła i postanowił się zemścić. Zorganizował spotkanie, a w ogóle się tam nie pojawił. Tego nigdy się już jednak nie dowiesz.

Zastanawiasz się więc…usuwać profil na tinderze, czy nie usuwać? Pojawiają się mieszane uczucia, kiedy czytasz relacje lasek z fejsa, które znalazły miłość właśnie tam. Podobno trzeba się naszukać, ale da się. Miesza Ci się w głowie jeszcze bardziej, kiedy wiesz, jak dużo Twoich osobistych przyjaciółek znalazło mężów właśnie tam. Myślisz więc, co tu zrobić. Dają Ci do myślenia słowa kolegi z pracy, aby stać się pięknym drzewem, na które z przyjemnością będą przylatywać ptaki. Oby tylko nie takie w postaci pamiętnego zdjęcia, otrzymanego pewnego poranka.

..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *